Dlaczego Chiny potrafią zaskoczyć nawet doświadczonych podróżników
Skala kraju, która rozbija większość planów
Pierwsza podróż do Chin zwykle zaczyna się od mapy. Na ekranie wszystko wygląda znajomo: kilka miast, parę parków narodowych, kilka „must see”. Problem pojawia się, gdy ktoś próbuje wcisnąć to w dwa tygodnie. Chiny to de facto kraj-kontynent – odległości między głównymi miastami liczy się w setkach, a często tysiącach kilometrów. Pociąg nocny z Pekinu do Guilin to kilkanaście godzin jazdy, lot z Szanghaju do Kunmingu trwa podobnie jak przelot z Warszawy do Portugalii.
Do tego dochodzi sama skala miast. Pekin, Szanghaj czy Chongqing to molochy, w których przejazd z jednego krańca na drugi może zająć ponad godzinę metrem. Jednego dnia da się tam „odhaczyć” co najwyżej dwa-trzy większe punkty, jeśli nie chce się spędzić wakacji w korkach i kolejkach. Kto zakłada harmonogram typu „rano Świątynia Nieba, potem Zakazane Miasto, po południu Wielki Mur i na koniec hutongi”, szybko ląduje w trybie biegu na czas, zamiast realnego poznawania miejsca.
Drugim elementem skali jest liczba ludzi. Nawet osoby, które wi
